Zwróć to sam

W biblio­te­kach jest tak, że książki mogą wypo­ży­czyć tylko zare­je­stro­wani użyt­kow­nicy. Logiczne, nie trzeba tłu­ma­czyć. Ina­czej jest ze zwro­tem ksią­żek. Książkę zazwy­czaj może zwró­cić każdy, nie tylko ten, kto ją wypo­ży­czył. To też w sumie jest logiczne, bo ważne, że książka do biblio­teki wróciła.

Jakiś czas temu ktoś wpadł na pomysł, że wła­ści­wie biblio­te­karz nie musi tego robić. W biblio­te­kach, w któ­rych wdro­żona jest tech­no­lo­gia RFID, wystar­czy prze­je­chać książką po czyt­niku i zwrot zosta­nie zarejestrowany.

Kolej­nym kro­kiem do uła­twie­nia życia czy­tel­ni­kowi jest stwo­rze­nie publicz­nego punktu zwrotu ksią­żek. Przy­cho­dzisz do biblio­teki o dowol­nej porze dnia i nocy, wrzu­casz książkę do odpo­wied­niego otworu, jak list do skrzynki, a na moni­torku obok otrzy­mu­jesz komu­ni­kat, że książka została zwró­cona, a jeśli była prze­trzy­mana, to jaka kara została nali­czona. Wspo­mnę tylko, że podob­nie można zro­bić z wypożyczeniem.

Wszystko faj­nie, co jed­nak w przy­padku, gdy biblio­teka jest zamknięta na dłu­żej? Wtedy zazwy­czaj wyzna­cza się jakąś osobę, która przy­cho­dzi i opróż­nia punkt zwrotu, żeby się on nie zapchał. A jeśli się tego nie dopil­nuje, to po przyj­ściu do pracy po trzech dniach można zastać to, co zastali pra­cow­nicy biblio­teki w ame­ry­kań­skim mie­ście New­ton, w sta­nie Massachusetts:

Newton Free Library

Zdję­cie zna­le­zione na flickr.

Podobne wpisy:

  1. Inter­net zabije książkę, ale nie bibliotekarzy
  2. Fre­kwen­cja w bibliotece
  3. Praca z dziećmi i młodzieżą
  4. Porno Jagiel­lonka czyli egzem­plarz obowiązkowy
  5. Rok w biblio­tece WSH

Wpis został opublikowany 27 października 2007 r. i oznaczony następującymi tagami:
.

Dodaj własny komentarz: