Zwierzaki w bibliotece

Cie­kawy był ten dzień dziś. Po raz kolejny prze­ży­łem bli­skie spo­tka­nia z pta­kiem. Już jakiś czas temu opi­sy­wa­łem przy­godę z wró­blem, który mar­nie skoń­czył po tym, jak wle­ciał do biblio­teki przez otwarte okno. Dziś było tro­chę podob­nie, ale na ptaku się nie skończyło.

Nasze biurko

Dziś rano sie­dzia­łem sobie spo­koj­nie w WSH na dyżu­rze w czy­telni (zdję­cie jest tylko tro­chę poglą­dowe, bo lada jest teraz w tro­chę innym miej­scu, jest odsu­nięta od ściany z cza­so­pi­smami razem z tymi rega­łami, ale mniej wię­cej widać miej­sce akcji), gdy w dru­gim pomiesz­cze­niu, słu­żą­cym nam za maga­zyn zauwa­ży­łem… srokę. Wle­ciała przez otwarte sze­roko okno. Łapiemy ostat­nie dni cie­płej pogody i korzy­stamy jak możemy, więc czę­sto okna są otwarte na oścież.

Nie wiem, co takiego zauwa­żyła, że zde­cy­do­wała się wle­cieć do środka. Sroki zazwy­czaj zwra­cają uwagę na bły­skotki i świe­ci­dełka, ale aku­rat niczego takiego nie było na widoku. W każ­dym razie sroka sobie wle­ciała na regał i usia­dła, obser­wu­jąc mnie uważ­nie. Gdy pod­sze­dłem, pta­szy­sko leciało coraz bar­dziej wgłąb pomieszczenia.

Otwo­rzy­łem więc dru­gie okno, okrą­ży­łem srokę i wygo­ni­łem. Wyle­ciała pra­wie od razu. Całe szczę­ście, bo kło­po­tów mogła naro­bić wię­cej, gdyby spa­ni­ko­wała i zaczęła latać po biblio­tece. Wszystko jed­nak skoń­czyło się dobrze, całe zaj­ście trwało jakieś 3–4 minuty.

Jako że w środę pra­cuję w obu pra­cach, mam 10-godzinną dniówkę, po połu­dniu obją­łem dyżur na wypo­ży­czalni w Pałacu Mło­dzieży. Przy­szedł jakiś łebek, który chciał lek­turę. Wypo­ży­czy­łem mu ją, a on stoi i gapi się na coś za moimi ple­cami. Myśla­łem, że patrzył na mnie, więc spy­ta­łem, czy chce coś jesz­cze. Powie­dział że nie, że tylko patrzy na… motyla.

Odwra­cam się i widzę na oknie mię­dzy szybą a żalu­zją wiel­kiego, pięk­nego motyla, podob­nego tro­chę do Rusałki admi­rała. Nie był to chyba dokład­nie ten owad, ale coś z rusał­ko­wa­tych na pewno. Był naprawdę duży.

Pod­sze­dłem do okna (zamknię­tego, nota bene, nie wiem jak się ten motyl tam dostał), zła­pa­łem go deli­kat­nie, robiąc klatkę z rąk żeby nie zro­bić mu krzywdy i prze­nio­słem do dru­giego okna, które był o otwarte.

Po otwar­ciu dłoni motyl sie­dział mi jesz­cze na palcu przez kilka sekund, po czym odfru­nął. Pomy­śla­łem sobie, że gdy­bym teraz zoba­czył gdzieś przy rega­łach szczura, w ogóle bym się nie zdziwił…

Podobne wpisy:

  1. Obia­dek w bibliotece
  2. Fre­kwen­cja w bibliotece
  3. Kino w bibliotece
  4. Wró­bel — histo­ria prawdziwa
  5. Znani w biblio­tece cz. 2

Wpis został opublikowany 23 września 2009 r. i oznaczony następującymi tagami:
, , .

Komentarze do wpisu:

  1. jmonika, 23.09.2009, 20.25

    Jak tak czy­tam o zie­rza­kach w b-tece, to przy­po­mniało mi się, że w WSH gościła też mysz jed­nego z pra­cow­ni­ków, no i mój chom­cio;-) Każde z nich dniówkę w biblio­tece przesiedziało;-)

  2. malin, 24.09.2009, 10.00

    Taak, biblio­teki są przy­ja­zne dla zwie­rza­ków, wbrew temu, co mogłoby się wydawać :-)

  3. jmonika, 24.09.2009, 14.56

    Aaaa! No i imć Tofik też kie­dyś biblio­tekę odwiedził!;-)

  4. Eksik, 25.09.2009, 15.12

    Mnie zwie­rzaki odwie­dzają pry­wat­nie. Raz obu­dziło mnie pta­szy­sko jak od Hitch­cocka, raz nie­to­perz. Cie­kawe co będzie kolejne…

  5. malin, 27.09.2009, 14.14

    Dla tych, któ­rzy nie wie­dzą: Tofik to uczel­niany pies, taka jakby maskotka, przy­błą­kał się kie­dyś i został w szkole.

    @Eksik: ja mam podobne doświad­cze­nia u rodzi­ców na wsi. Oprócz kotów i psów da się cza­sami spo­tkać bażanta, lisa albo jeża :-)

Dodaj własny komentarz: