Friday, 22.06.2007, 20:52:09
Założyciel CEO of Trunk Ltd.
Gdy mam chwilę czasu, lubię sobie przejrzeć strony główne polskich portali, zobaczyć, o czym piszą. Najczęściej czytuję artykuły na portalu Gazeta.pl, ale na inne strony też zaglądam. I trafiłem dziś na piękny kwiatek na Onecie.
W ciekawym skądinąd artykule pod równie interesującym tytułem “Pokój z widokiem na seks” (o luksusowych hotelach, które spełniają najróżniejsze zachcianki swoich klientów) mamy taki oto akapit:
– To było porażające – mówi Beckerman, założyciel CEO of Trunk Ltd., firmy produkującej odzież i dodatki. – Gdyby to dzialo się w L.A., biłoby rekordy popularności.
Od razu, na pierwszy rzut oka zauważyłem byka, jakiego walnął tłumacz. Ale żeby mieć stuprocentową pewność sięgnąłem do źródła, do artykułu “A suite with a fireman’s pole?” autorstwa Kimi Yoshino opublikowanego w Los Angeles Times. Powyższy akapit brzmi tam następująco:
“I was blown away,” said Beckerman, founder and CEO of Trunk Ltd., an apparel and accessories company. “This in L.A. would be over the top, incredible. It would kill”.
Drogi tłumaczu artykułów na Onecie. Wystarczyło wpisać słowo “CEO” do angielskiej wikipedii, żeby przekonać się, że znaczy to Chief Executive Officer, czyli tyle co dyrektor generalny. CEO to nie nazwa firmy tylko stanowisko założyciela. Powinieneś, drogi tłumaczu artykułów na Onecie, napisać “założyciel i dyrektor generalny Trunk Ltd.”, a nie “założyciel CEO of Trunk Ltd”.
Drogi Onecie. Zatrudniaj kompetentnych dziennikarzy tudzież tłumaczy, którzy będą umieli poradzić sobie z rozszyfrowaniem skrótu, który zna każdy nieco bardziej rozgarnięty student dowolnego kierunku ekonomicznego albo marketingowego. Możesz też, drogi Onecie, zgłosić się do mnie, ja nie pogardzę dodatkowym zarobkiem od czasu do czasu.
Wiem, jestem hiperpoprawny (pozdrowienia dla dr A. Tokarskiej) i wrednie czepiam się szczegółów, ale po prostu czasami nie mogę znieść niekompetencji niektórych ludzi. Poświęcenie dodatkowych kilku minut (bo znalezienie czegoś takiego nie zajmuje więcej niż pięć minut) pozwala czasami uniknąć wpadek. A przez taki duperel zupełnie straciłem ochotę na dokończenie artykułu.
Ale to i tak nie największa wpadka prasowa, na jaką się natknąłem. Ponad dwa lata temu trafiłem na genialne tłumaczenie newsa od Reutersa w Rzeczpospolitej. Opisałem je wtedy na joggerze. To onetowe potknięcie się nie umywa do tego, co zrobił jakiś dziennikarz Rzepy.
I żeby nie było, że tylko narzekam. Zaraz po opublikowaniu tego wpisu idę wypełnić formularz kontaktowy na Onecie i poskarżyć im się na niekompetencję :-) Zobaczymy, co powiedzą.
July 12th, 2007 at 16:17:43
[...] miesiąc temu pisałem o solidnym byku, którego zrobił tłumacz artykułu na Onecie. Nie chciałem jednak tylko gderać [...]