Założyciel CEO of Trunk Ltd.

Gdy mam chwilę czasu, lubię sobie przej­rzeć strony główne pol­skich por­tali, zoba­czyć, o czym piszą. Naj­czę­ściej czy­tuję arty­kuły na por­talu Gazeta.pl, ale na inne strony też zaglą­dam. I tra­fi­łem dziś na piękny kwia­tek na Onecie.

W cie­ka­wym skąd­inąd arty­kule pod rów­nie inte­re­su­ją­cym tytu­łem “Pokój z wido­kiem na seks” (o luk­su­so­wych hote­lach, które speł­niają naj­róż­niej­sze zachcianki swo­ich klien­tów) mamy taki oto akapit:

– To było pora­ża­jące – mówi Bec­ker­man, zało­ży­ciel CEO of Trunk Ltd., firmy pro­du­ku­ją­cej odzież i dodatki. – Gdyby to dzialo się w L.A., biłoby rekordy popularności.

Od razu, na pierw­szy rzut oka zauwa­ży­łem byka, jakiego wal­nął tłu­macz. Ale żeby mieć stu­pro­cen­tową pew­ność się­gną­łem do źródła, do arty­kułu “A suite with a fireman’s pole?” autor­stwa Kimi Yoshino opu­bli­ko­wa­nego w Los Ange­les Times. Powyż­szy aka­pit brzmi tam następująco:

“I was blown away,” said Bec­ker­man, foun­der and CEO of Trunk Ltd., an appa­rel and acces­so­ries com­pany. “This in L.A. would be over the top, incre­di­ble. It would kill”.

Drogi tłu­ma­czu arty­ku­łów na One­cie. Wystar­czyło wpi­sać słowo “CEO” do angiel­skiej wiki­pe­dii, żeby prze­ko­nać się, że zna­czy to Chief Exe­cu­tive Offi­cer, czyli tyle co dyrek­tor gene­ralny. CEO to nie nazwa firmy tylko sta­no­wi­sko zało­ży­ciela. Powi­nie­neś, drogi tłu­ma­czu arty­ku­łów na One­cie, napi­sać “zało­ży­ciel i dyrek­tor gene­ralny Trunk Ltd.”, a nie “zało­ży­ciel CEO of Trunk Ltd”.

Drogi One­cie. Zatrud­niaj kom­pe­tent­nych dzien­ni­ka­rzy tudzież tłu­ma­czy, któ­rzy będą umieli pora­dzić sobie z roz­szy­fro­wa­niem skrótu, który zna każdy nieco bar­dziej roz­gar­nięty stu­dent dowol­nego kie­runku eko­no­micz­nego albo mar­ke­tin­go­wego. Możesz też, drogi One­cie, zgło­sić się do mnie, ja nie pogar­dzę dodat­ko­wym zarob­kiem od czasu do czasu.

Wiem, jestem hiper­po­prawny (pozdro­wie­nia dla dr A. Tokar­skiej) i wred­nie cze­piam się szcze­gó­łów, ale po pro­stu cza­sami nie mogę znieść nie­kom­pe­ten­cji nie­któ­rych ludzi. Poświę­ce­nie dodat­ko­wych kilku minut (bo zna­le­zie­nie cze­goś takiego nie zaj­muje wię­cej niż pięć minut) pozwala cza­sami unik­nąć wpa­dek. A przez taki dupe­rel zupeł­nie stra­ci­łem ochotę na dokoń­cze­nie artykułu.

Ale to i tak nie naj­więk­sza wpadka pra­sowa, na jaką się natkną­łem. Ponad dwa lata temu tra­fi­łem na genialne tłu­ma­cze­nie newsa od Reu­tersa w Rzecz­po­spo­li­tej. Opi­sa­łem je wtedy na jog­ge­rze. To one­towe potknię­cie się nie umywa do tego, co zro­bił jakiś dzien­ni­karz Rzepy.

I żeby nie było, że tylko narze­kam. Zaraz po opu­bli­ko­wa­niu tego wpisu idę wypeł­nić for­mu­larz kon­tak­towy na One­cie i poskar­żyć im się na nie­kom­pe­ten­cję :-) Zoba­czymy, co powiedzą.

Podobne wpisy:

  1. Kon­ku­ren­cja w digi­ta­li­za­cji: Google, Micro­soft czy OCA?
  2. lide­ro­wa­nie
  3. Onet oczy­wi­ście nie reaguje

Wpis został opublikowany 22 czerwca 2007 r. .

Komentarze do wpisu:

  1. malin.net.pl - książka, informacja, biblioteki, technologie » Archiwum » Onet oczywiście nie reaguje, 12.07.2007, 16.17

    […] mie­siąc temu pisa­łem o solid­nym byku, któ­rego zro­bił tłu­macz arty­kułu na One­cie. Nie chcia­łem jed­nak tylko gderać […]

  2. liderowanie | malin.net.pl, 21.06.2009, 11.54

    […] o mnie napi­sa­łem m.in., że jestem prze­czu­lony na punk­cie orto­gra­fii, udo­wod­ni­łem to na tym blogu raz, irl — dzie­siątki razy :-) Dziś po oczach dał mi Webin­side. Arty­kuł napi­sany przez Dawida […]

Dodaj własny komentarz: