Trzeba czytać jak najmniej książek!

Kto takie here­zje? Krzysz­tof Zanussi. Przed­sta­wiać chyba nie trzeba. W sobotnio-niedzielnej Gaze­cie Wybor­czej sprzed ponad mie­siąca, dokład­nie z 28–29 czerwca, był duży wywiad z Zanus­sim, zaty­tu­ło­wany “Czy­tam tylko arcy­dzieła”. Bar­dzo cie­kawy jest frag­ment o kul­tu­rze maso­wej, a w zasa­dzie o tym, jak bar­dzo Zanussi jej nie lubi. Pozwolę sobie zacy­to­wać fragment.

I naprawdę uważa pan, że w dzi­siej­szych cza­sach da się igno­ro­wać kul­turę masową?

Zapew­niam, że się da. Jestem za stary, by tra­cić czas na paskudz­twa. Zdaję sobie jed­nak sprawę, że świat seriali jest dla wielu ludzi jakimś wta­jem­ni­cze­niem, więc nie mogę nim pogar­dzać. Mnie on jed­nak nie doty­czy. Sztuka popu­larna ist­niała zawsze, lecz można ją było lek­ce­wa­żyć, bo nie stała za nią siła nabyw­cza. Pisano, malo­wano, kom­po­no­wano dla tych, któ­rzy mogli zapła­cić. Haydn i Mozart mogli pisać muzykę dla 60 osób, bo tyle — w pory­wach — mie­ściło się w salo­nie. W tam­tych cza­sach pani Dorota [Doda, ma grać w fil­mie Zanus­siego — przyp. mój] byłaby ubo­żuchną dziew­czyną, bo przy­chody ze śpie­wa­nia dla mas były znacz­nie mniej­sze od przy­cho­dów ze śpie­wa­nia dla elit. Ale to było dawno. Dzi­siaj pira­mida spo­łeczna i struk­tura docho­dów wygląda zupeł­nie ina­czej, a co za tym idzie — ina­czej wyglada pej­zaż kultury.

Cze­sław Miłosz uwiel­biał “Zło­to­pol­skich” i cze­goś się z nich o Pol­sce dowia­dy­wał. Pan naprawdę uważa, że niczego się o nas z kul­tury maso­wej nie dowiemy?

Niczego mądrego. Jaki węzeł dra­ma­tyczny, jaka prawda o życiu może się obja­wić w dwie­ście trze­cim odcinku mydla­nej opery? Ta sama pew­nie, co w odcinku sześć­dzie­sią­tym dru­gim. Czyli żadna. Chęt­nie gło­szę nie­modne dziś hasła ary­sto­kra­ty­zmu dicha i z upodo­ba­niem radzę mło­dzieży pod­czas spo­tkań w szko­łach: Słu­chaj­cie, trzeba czy­tać jak naj­mniej ksią­żek! Ja za dużo czy­ta­łem i dla­tego jestem dziś nieco ślepawy. Czy­tać trzeba tylko arcy­dzieła, już nawet dobrych ksią­żek czy­tać nie warto, zostaw­cie to innym. Jak się potwier­dzi, że to arcy­dzieło, dopiero wtedy je prze­czy­taj­cie. Oczy­wi­ście są ludzie, któ­rym sma­kują kicze i któ­rzy znaj­dują radość w obco­wa­niu z rze­czą szka­radną, ale trzeba by się zasta­no­wić, co dzieje się z duszą takiego czło­wieka. Skutki uboczne są bowiem adekwatne.

***

Idea czy­ta­nia tylko arcy­dzieł jest dość cie­kawa, cały ten pogląd jest odważny i do Zanus­siego pasuje. Ale to raczej nie jest dla mnie. Kla­sykę czy­tuję i zda­rza mi się obej­rzeć jakiś ambitny film, ale mnie sma­kują kicze i znaj­duję radość w obco­wa­niu z rze­czą szka­radną :-) Fakt, “Zło­to­pol­skich” ani “Klanu” nie oglą­dam, ale jakimś cie­kaw­szym seria­lem od czasu do czasu nie pogar­dzę. Czy­tam fan­ta­stykę, komiksy i ogla­dam hol­ly­wo­odz­kie filmy. I o wła­sną duszę się chyba nie będę mar­twił, nie mam jesz­cze ochoty bie­gać po mie­ście z sie­kierą i ata­ko­wać nie­win­nych ludzi, co raczej dobrze o mnie świadczy.

Podobne wpisy:

  1. Uwa­żaj, co będziesz czy­tać na Facebooku
  2. Auto­rzy ksią­żek lubią p2p
  3. Kata­lo­go­wa­nie ksią­żek w biblio­tece szkolnej
  4. Nike 2007 — coś ze mną nie tak?
  5. Best­sel­lery pierw­szej połowy 2006 roku

Wpis został opublikowany 13 sierpnia 2008 r. i oznaczony następującymi tagami:
.

Dodaj własny komentarz: