Rok w bibliotece WSH

…czyli daw­nej WSZiM w Sosnowcu. Zaczą­łem tam pra­co­wać w pierw­szy week­end stycz­nia 2005 roku. W ciągu roku prze­pra­co­wa­łem pra­wie wszyst­kie week­endy, nie licząc świąt i okresu waka­cyj­nego (od połowy lipca do końca sierpnia).

Jak się pra­cuje? Świet­nie! Ekipa w biblio­tece jest pierw­szo­rzędna, do pracy jeż­dżę z przy­jem­no­ścią,. Stu­denci są zazwy­czaj uprzejmi, nie­miłe incy­denty zda­rzają się raczej rzadko. Narze­kać można na ich liczbę, szcze­gól­nie w week­endy, gdy zjazd ma admi­ni­stra­cja. Bywa tak, że ciężko jest sobie usiąść choć na chwilę. Na prze­rwach to już jest cał­ko­wita Sodoma i Gomora. Cza­sami wypo­ży­czal­nia jest na tyle wypeł­niona ludźmi, że kolejka koń­czy się na korytarzu.

Czego się nauczy­łem? Obsługi Sowy i pracy z ludźmi. To są dwie pod­sta­wowe umie­jęt­no­ści, które na razie wynio­słem z pracy w Sosnowcu. O Sowie posta­ram się napi­sać kilka słów w innym ter­mi­nie. Jeśli nato­miast cho­dzi o pracę z ludźmi, to cią­gle się tego uczę. Jedną z pierw­szych rze­czy, któ­rych się musia­łem nauczyć, było mówie­nie “nie”. Nie­stety nie mogę zro­bić wszyst­kiego, czego życzy­liby sobie stu­denci, nawet gdy­bym bar­dzo chciał. Pew­nie, cza­sami można komuś pójść na rękę, ale to nie jest powszech­nie sto­so­wana praktyka.

Kolejną sprawą (którą po jakimś cza­sie prze­staje się zauwa­żać) jest reago­wa­nie na użyt­kow­ni­ków: mówie­nie “dzień dobry” gdy stu­dent wcho­dzi, “do widze­nia” gdy wycho­dzi, pyta­nie, czy książki są do zwrotu czy do prze­dłu­że­nia, pro­po­no­wa­nie innego pod­ręcz­nika gdy ten, o który stu­dent pyta jest wypo­ży­czony itp. Trzeba zwró­cić uwagę na osoby sie­dzące przy kom­pu­te­rach i szu­ka­jące cze­goś w kata­logu, pomóc w razie potrzeby. Wydaje mi się, że bar­dzo ważne jest, żeby wyka­zać po pro­stu odro­binę zain­te­re­so­wa­nia. Wtedy czy­tel­nik czuje się dobrze obsłużony.

Pew­nie, nie zawsze jest to moż­liwe. Przy dwu­dzie­stu oso­bach w wypo­ży­czalni, gdy każda z nich chce oddać pięć ksią­żek a cztery inne wypo­ży­czyć, nie spo­sób jest poświę­cić komuś całej swo­jej uwagi. Wtedy włą­cza mi się tryb “hiper­mar­ket” — bar­dziej zwra­cam uwagę na to, żeby szyb­ciej obsłu­żyć czy­tel­nika niż żeby zro­bić wszystko, czego sobie on życzy.

Praca w wypo­ży­czalni, obsługa czy­tel­ni­ków to dużo wię­cej niż to, co wymie­ni­łem wyżej. O tym też posta­ram się wkrótce coś napisać.

Podobne wpisy:

  1. Zwie­rzaki w bibliotece
  2. Blog prze­pro­wadz­kowy
  3. Obia­dek w bibliotece
  4. Fre­kwen­cja w bibliotece
  5. Sobotnio-niedzielne sta­ty­styki biblioteczne

Wpis został opublikowany 12 stycznia 2007 r. i oznaczony następującymi tagami:
, , .

Dodaj własny komentarz: