Podróże w 2011 roku
Dość często pojawia się w komentarzach na blogu pytanie o to, jak mi się pracuje w firmie Max Elektronik. Myślę, że upłynęło już na tyle dużo czasu, że jestem to w stanie ocenić. Chciałbym dziś skupić się na jednym aspekcie mojej pracy — wyjazdach służbowych.
Fotografia: stephenmeszaros@flickr.
W największym skrócie: jest ich bardzo dużo. Kończy się rok, a to jest dobry czas do podsumowań. Jako że delegacje rozliczamy, jak na firmę IT przystało, w komputerowym systemie, mam rejestr wszystkich moich wyjazdów. Zrobiłem sobie z tego małe zestawienie i oto co mi wyszło — zakładając, że już do końca roku nigdzie nie pojadę.
W 2011 roku byłem w siedemnastu miastach. W kilku więcej niż raz. Najwięcej dni (w sumie 7) spędziłem w Zielonej Górze. Ale to normalne, bo tam mamy nasze biuro. W Warszawie byłem łącznie 6 dni. Tyle samo dni delegacji miałem w Trzebini, ale tam nie nocowałem, więc to taka pół-delegacja była. W Nowym Sączu byłem przez 5 dni. Reszta to już krótsze, maksymalnie 3-dniowe wyjazdy. Najwięcej jest wyjazdów dwudniowych.
Przez cały rok przejechałem prawie 11500 km po całej Polsce, od Szczecina po Rzeszów. Dla zobrazowania: długość granicy Polski to 3511 km. Mógłbym więc okrążyć Polskę po granicy trzy razy. Z południa na północ Polski mamy mniej więcej 700 km. Mógłbym tę trasę zrobić szesnaście razy. Najdłuższa trasa była do Szczecina — prawie 650 km w jedną stronę. A zrobiliśmy trasę w dwa dni — jeden dzień tam, drugi z powrotem.
W delegacji spędziłem łącznie 50 dni roboczych. Przy założeniu, że w miesiącu mamy średnio 22 dni robocze, delegacje zabrały mi ponad dwa miesiące pracy. Dwa miesiące spędzone non stop w podróży, często w hotelach poza domem. Nie zawsze, bo zdarzają się delegacje jednodniowe, kiedy wyjeżdżam i wracam tego samego dnia.
A do tego wszystkiego, po powrocie z delegacji zazwyczaj muszę nadrobić to, co mnie ominęło, gdy byłem w pracy. Tygodniowy wyjazd oznacza zazwyczaj dwa razy więcej pracy tydzień później.
I tak to się kręci…
Wpis został opublikowany 17 grudnia 2011 r. i oznaczony następującymi tagami:
delegacje, podróże, praca.
Komentarze do wpisu:
-
-
, 17.12.2011, 18.49
Nie wiadomo czy gratulować, czy współczuć… :D Taki trochę bibliotekarski komiwojażer… Dworce, perony, kebaby, zapiekanki. Poznajesz ojczyznę od jej miękkiego podbrzusza ;]
A pomyśl o tym, że mógłbyś się spokojnie kurzyć na starych posadkach… -
, 18.12.2011, 00.17
@Wojciech: Odwiedzający… Brzmi dumnie, prawie jak postać z Tolkiena :-)
@Maciek: fakt. Bardzo przy okazji tylu wyjazdów zaprzyjaźniłem się z serwisem Gastronauci.pl. Rewelacyjne źródło informacji gdy chcesz coś zjeść w obcym mieście i nie wiesz gdzie iść.
Witam Odwiedzającego. To tak Marcinie, wszystko się zgadza, jak w typowej turystyce biznesowej. A przy okazji: jeżeli wyjeżdżasz poza stałe miejsce zamieszkania, chociażby służbowo, i zaraz wracasz (bez noclegu), to nie jesteś turystą. Zgodnie z terminologią Światowej Organizacji Turystyki nosisz miano “odwiedzającego” (podobnie jak jedziesz na wycieczkę poza miasto w wolny od pracy dzień).
Od dziś już nie jesteś dla mnie Maline, lecz Odwiedzającym