Padają jak muchy…

Nie­czę­sto piszę tu o pisa­rzach i o książ­kach. Już mnó­stwo innych stron i blo­gów jest na ten temat (tak swoją drogą to będę musiał też o tym kie­dyś napi­sać), więc nie chcę dublo­wać. Ale teraz się tak jakoś zebrało, że jed­nak napi­szę. Napi­szę o tema­cie nie­we­so­łym: o tym, jak to pisa­rze odcho­dzą, bo ostat­nio, jak w tytule zazna­czy­łem, padają jak muchy, tro­chę hurtowo.

Naj­pierw odszedł Wil­liam Whar­ton, autor mnó­stwa bar­dzo sen­ty­men­tal­nych, oby­cza­jo­wych ksią­żek, które łyka­łem pasjami gdy koń­czy­łem liceum. Prze­czy­ta­łem chyba wszystko, co napi­sał. Bar­dzo lubię jego książki, szcze­gól­nie te w któ­rych opo­wia­dał o “swoim” życiu: Dom na Sekwa­nie, Pta­siek, Tato czy Opo­wie­ści z Moulin du Bruit. Bar­dzo cie­kawa była książka Franky Furbo — tro­chę eks­pe­ry­men­talna książka, zupeł­nie bez nar­ra­cji, za to wypo­wie­dzi róż­nych boha­te­rów (to był zbiór bajek) dru­ko­wane były różną czcionką.

Whar­ton zmarł 29 paź­dzier­nika. Kilka dni po nim, 4 listo­pada prze­czy­ta­łem gdzieś o śmierci Micha­ela Crich­tona. O ile Whar­tona może nie wszy­scy znają, to tego autora nikomu nie trzeba przed­sta­wiać. Nawet jeśli nie pamię­tamy o jego książ­kach, to pamię­tamy filmy, które powstały na pod­sta­wie tych ksią­żek: naj­bar­dziej znany jest Juras­sic Park, są jesz­cze Kula, Kongo czy Wscho­dzące słońce. Przed chwilą doczy­ta­łem w Wiki­pe­dii, że “[…]był także pomy­sło­dawcą i pro­du­cen­tem serialu Ostry dyżur oraz auto­rem sce­na­riu­szy wielu fil­mów, m.in. Twi­ster. Jego książki czyta się jed­nym tchem, ja oso­bi­ście łyka­łem je w eks­pre­so­wym tempie.

A ostat­nio padł cios pro­sto w serce: 15 listo­pada zmarł Janusz Chri­sta. Na jego komik­sach się wycho­wa­łem, za dzie­ciaka zaczy­ty­wa­łem się w Kajku i Koko­szu, lek­tura Kajtka i Koka skło­niła mnie do samo­dziel­nych prób ryso­wa­nia (na szczę­ście szybko zre­zy­gno­wa­łem, bo za grosz talentu nie mam). Nie da się nie pamię­tać Zbója Łami­gnata, jego bacika i sław­nego “Lelum Pole­lum”, smoka Milu­sia Mir­miła i Lubawy czy Zbój­ce­rzy. Dla mnie Kajko i Kokosz byli lepsi niż Aste­rix i Obelix.

Spo­czy­waj­cie w pokoju.

 

Wpis został opublikowany 20 listopada 2008 r. i oznaczony następującymi tagami:
, .

Dodaj własny komentarz: