Jeszcze o czytelnictwie w 2008 roku
Przez serwisy książkowe i blogi z tą tematyką związane przewinęła się ostatnio fala komentarzy i dyskusji na temat wyników badań czytelnictwa przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową. Głównie są to opinie o tym, jak jest źle, ale spotkałem się też z zarzutami, że z badaniami może być coś nie tak. Ja się z tym nie zgadzam i zaraz wyjaśnię dlaczego.
Jednym z takich głosów jest to, co pisze Eva Scriba na blogu Będąc młodą bibliotekarką. Pozwolę sobie trochę skomentować podniesione tam kwestie. Ewa pisze:
Dookoła straszą drastycznym spadkiem czytelnictwa, powołując się na ostatnie badania Biblioteki Narodowej. Cóż… jakoś trudno mi w to uwierzyć. Nie znam się na statystyce, ale przebadanie tysiąca osób i stwierdzenie na tej podstawie 38% aktywności czytelniczej, wydaje mi się trochę naciągane.
Moja wiedza dotycząca statystyki też nie jest jakaś ogromna, ale coś tam liznąłem. Już samo dobieranie próby do badania to nauka sama w sobie. Poprawnie dobrana próba właśnie około tysiąca osób spokojnie może posłużyć do stworzenia wiarygodnego badania, tzn. jest ona reprezentatywna dla całej badanej populacji. A myślę, że zespół, który przygotowywał badania zna się na tym, oni to przecież robią od lat.
Czy mam rozumieć, że wzrost dochodów wydawnictw, dobrze prosperujące księgarnie i kolejki po niektóre tytuły to dowód na to, że kupujemy, ale nie czytamy?
No nie wiem, czy ten wzrost dochodów jest taki wielki, ja jakoś ciągle czytam o tym, że prasa się kończy, gazety bankrutują, a wydawnictwa ledwo zipią. Kolejki natomiast ustawiają się po pojedyncze tytuły, a ze sprzedaży pojedynczych tytułów żadne wydawnictwo nie wyżyje.
Warto też zaznaczyć, że wszystko zależy od profilu wydawnictwa. Jeśli to jest wydawnictwo, które specjalizuje się w książkach dla dzieci, to nie ma na co narzekać, bo liczba takich zakupionych książek rośnie, tak wynika z opublikowanych przez BN badań.
Przeczytałam, gdzieś wypowiedź kierującej badaniami, że dobry czytelnik to taki, który czyta 6 książek rocznie… Wobec powyższego jestem maniakiem. Niemniej jest to opinia oderwana od rzeczywistości. Pięć książek miesięcznie były w stanie przeczytać czytelniczki z którymi miałam do czynienia w poprzednim miejscu pracy.
Sześć książek rocznie czyta nie dobry czytelnik tylko po prostu czytelnik. Taki jest przyjęty próg czytelnictwa. Ludzie, którzy czytają mniej nie są zaliczani do regularnych czytelników, tylko do grupy tzw. czytelników okazjonalnych (lub nieregularnych, różnie to bywa nazywane). Teraz się o tym raczej nie wspomina, bo gdybyśmy mieli brać pod uwagę tylko tych regularnych czytelników, to już w ogóle byłaby bieda straszna z czytelnictwem w Polsce.
I jeszcze jeden cytat:
I kiedy czytam nagłówki “Polacy mają wstręt do książek” albo “Polacy nie lubią książek” to traktuje to mniej więcej tak jak newsy na temat wyczynów piosenkarki D.
Tutaj z kolei zgadzam się w stu procentach. Nagłówki w gazetach faktycznie były przesadzone, też pisałem o tym jak grobowo GazWyb zatytułowała swój artykuł i też mi się coś takiego nie podoba. Ale co zrobić, dziennikarstwo internetowe rządzi się własnymi prawami, tytuły muszą być sensacyjne, czasem przesadnie (np. Onet strasznie czasem przegina), żeby były klikane i żeby odsłon reklam było jak najwięcej, bo to się przekłada na pieniążki.
Podobne wpisy:
- Mleczko o czytelnictwie
- Czytelnictwo w 2008 roku
- Did you know? 2008 edition
- Transmisja z konferencji Biblioteka i informacja w 2008 r.
- Dzień bibliotekarza i bibliotek 2008
Wpis został opublikowany 22 kwi 2009 r. i oznaczony następującymi tagami:
badania, czytelnictwo, książki.