Internet zabije książkę, ale nie bibliotekarzy

Od dłuższego czasu kolejni ludzie wieszczą koniec książki drukowanej, choć ja osobiście uważam to za bzdurę, podobnie jak bzdurą było wieszczenie końca radia, gdy pojawiło się kino i koniec kina, gdy pojawiła się telewizja. Jasne, internet jest zupełnie innym medium, które w zasadzie łączy możliwość czytania książek, słuchania radia i oglądania telewizji. Ale jeszcze mnóstwo czasu w Wiśle upłynie, zanim drukowana książka zniknie z powierzchni ziemi.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ niedawno przeczytałem kolejny artykuł zatytułowany (bo jakby mógł być inaczej zatytułowany) "Internet zabije książkę?" Co możemy tam przeczytać?

Odłożymy do lamusa historii nie tylko książkę w formie papierowego kodeksu, ale także płytę CD jako przedmiot i płytę DVD jako przedmiot. Dziś kultura - oprócz rzeźby i architektury w ogóle nie potrzebuje formy materialnej i przestrzennej. Jesteśmy w stanie zaspokoić się kulturą w postaci wirtualnej, w formie pliku

Takie słowa wypowiedział pisarz Łukasz Gołębiewski. Ciekawy jednak jest fakt, że Gołębiewski wieszczy zniknięcie księgarni oraz zawodu księgarza i poligrafa, ale nie bibliotekarza. Cytuję:

W przeciwieństwie do księgarzy i poligrafów, bibliotekarze na wiele lat mają zapewnione zajęcie, bowiem na nich spoczywa zadanie, żeby dorobek myśli ludzkiej był szeroko dostępny w formie cyfrowej.

Dlatego właśnie ten artykuł jest trochę inny niż wszystkie prorokujące koniec słowa drukowanego. O ile z końcem księgarń też nie całkiem się zgodzę, to w kwestii bibliotekarzy zdecydowanie popieram Gołębiewskiego. Istniejemy od tysięcy lat i podejrzewam, że jeszcze kilka setek lat, o ile nie więcej, nasz zawód przetrwa.

Podobne wpisy:

  1. 10 wyszukiwarek Google dla bibliotekarzy
  2. W Edynburgu nie będzie bibliotekarzy?
  3. Obowiązki bibliotekarzy
  4. Blogi bibliotekarzy

Wpis został opublikowany 27 mar 2009 r. i oznaczony następującymi tagami:
, , .

Komentarze do wpisu:

  1. Maciek Rynarzewski, 27.03.2009, 22.03

    Sta­niemy się zarząd­cami tre­ści elek­tor­nicz­nych i bro­ke­rami infor­ma­cji… bar­dzo dobrze! Książka papie­rowa nie umrze w cało­ści, o czym zresztą Gołę­biew­ski pisał w swo­jej książce.

    Alter­na­tywą dla księ­garni jest coś co uwa­żam za genialny pomysł i per­spek­tywę dla sprze­daży ksią­żek, czyli dru­ko­wa­nie okre­ślo­nych ksią­żek na zamó­wie­nie w jed­nym egzem­pla­rzu spe­cjal­nie dla mnie. Druk cyfrowy tanieje, kwe­stia opra­co­wa­nia auto­matu, który by jed­no­cze­śnie opra­wiał książkę. Można by wybrać sobie for­mat książki (ja lubię np, małe do czy­ta­nia w podróży),a nawet wiel­kość czcionki w zależ­no­ści od pre­fe­ren­cji i wady wzroku.

    Na mar­gi­ne­sie tematu wiesz­czę że rok 2009 będzie rokiem e-readerów, tak jak w poprzed­nim sza­łem tech­no­lo­gicz­nym były net­bo­oki. A to jak wiemy wszy­scy cał­kiem inna bajka :) Wysta­czy spoj­rzeć na cały ten buzz wokół Kindla2

  2. malin, 28.03.2009, 13.41

    Jak na razie print on demand w ogóle się nie przyj­muje, choć ist­nieje już na rynku dobre kilka lat. Za drogo wychodzi.

    A co do czyt­ni­ków, to jesz­cze zoba­czymy. Może w USA, ale u nas na roz­po­wszech­nie­nie się takich czyt­ni­ków przed 2010 rokiem ja bym nie liczył. Już bar­dziej na to, że coraz popu­lar­niej­sze będzie czy­ta­nie ksią­żek na tele­fo­nach komór­ko­wych, które już teraz mają dość duże wyświetlacze.

  3. Maciek Rynarzewski, 28.03.2009, 16.59

    Może kie­dyś rok 2010 koja­rzył się z pewną książką, ale to już prze­cież tuż za pro­giem. Jest to ter­min realny, a zara­zem wydaje mi się że satys­fak­cjo­nu­jący. Obec­nie koszt wynosi około 300 dola­rów, myślę że w ciągu roku zbiją go co naj­mniej do 150 dolców, złoty się umocni i będziemy mieli czyt­nik za 300 zł :D wer­sja optymistyczna.

    CO do tele­fo­nów to myślę że musi jesz­cze nastą­pić zmiana wyświe­tla­czy to może przejmą wów­czas funk­cję czy­ta­nia ksią­żek. Nie­mniej uwa­żam, że są NADAL za małe do tego rodzaju zabaw.

Dodaj własny komentarz: