Autorzy książek lubią p2p

Cie­kawy tekst pod takim wła­śnie tytułem napi­sał ostat­nio kolega z redak­cji DI:

Bit­Tor­rent to świetne narzę­dzie pro­mo­cji – tak przy­naj­mniej uwa­żają auto­rzy ksią­żek, któ­rzy dys­ku­to­wali na ten temat za pośred­nic­twem strony O’Reilly Radar. O dobrym nasta­wie­niu auto­rów świad­czy rów­nież fakt, że coraz więk­sza ich liczba udo­stęp­nia swoje dzieła za darmo, idąc w ślady Paula Coelho.

Oka­zuje się, że auto­rzy ksią­żek z dzie­dziny infor­ma­tyki publi­ko­wa­nych w zna­nym wydaw­nic­twie O’Reilly, są bar­dzo pozy­tyw­nie nasta­wieni do publi­ka­cji swo­ich ksią­żek w sie­ciach p2p. Podob­nie sądzi rów­nież Paulo Coelho, który wrzuca do sieci p2p pirac­kie kopie wła­snych ksią­żek i sam zachęca do ich ścią­ga­nia, m.in. na blogu Pirate Coelho, publi­ku­ją­cym linki do pirac­kich kopii jego dzieł.

Coelho rów­nież uważa, że pirac­kie kopie ksią­żek to efek­tywna promocja:

Naj­lep­szym przy­kła­dem może być rynek rosyj­ski, gdzie jego best­sel­ler — Alche­mik, sprze­da­wał się naj­pierw w licz­bie 1 tys. egzem­pla­rzy rocz­nie. Dopiero po roku, kiedy Coelho posta­no­wił udo­stęp­nić w inter­ne­cie piracką, dar­mową kopię książki do pobra­nia, sprze­daż tego tytułu w księ­gar­niach Rosji sko­czyła po roku naj­pierw do 10 tys., w kolej­nym prze­kro­czyła 100 tys., a w trze­cim ponad 1 mln. egzem­pla­rzy. Do obec­nej chwili sprze­dano już ok 10 mln. kopii Alche­mika w Rosji.

- To jest fan­ta­styczne: dać czy­tel­ni­kowi moż­li­wość prze­czy­ta­nia książki i pod­ję­cia decy­zji, czy mu się podoba czy nie i czy warto ją kupić czy nie. — wyja­śnia Coelho.

Wygląda na to, że auto­rzy ksią­żek są do sieci peer-to-peer nasta­wieni zupeł­nie ina­czej niż fil­mowcy, któ­rzy z pomocą insty­tu­cji typu MPAA czy RIAA zacie­kle wal­czą z pirac­twem, a ich efekty są na razie zupeł­nie mierne, nie mówiąc już o nasta­wie­niu do nich spo­łecz­no­ści internetowej.

Ja rów­nież zde­cy­do­wa­nie popie­ram taki rodzaj pro­mo­cji. Faj­nie jest przed zaku­pem książki (przede wszyst­kim z dzie­dziny infor­ma­tyki) mieć moż­li­wość przej­rze­nia jej i spraw­dze­nia, czy jest tam coś, co mnie inte­re­suje. A jak sam traf­nie zauwa­żył jeden z auto­rów wyda­ją­cych swoje książki w O’Reilly, w naj­gor­szym wypadku więk­szość two­ich pobrań trafi do ludzi, któ­rzy i tak nie kupi­liby książki po nor­mal­nej cenie. Tak naprawdę i wydawca i autor nie traci więc na tym nic.

Podobne wpisy:

  1. Trzeba czy­tać jak naj­mniej książek!
  2. Kata­lo­go­wa­nie ksią­żek w biblio­tece szkolnej

Wpis został opublikowany 03 maja 2008 r. i oznaczony następującymi tagami:
, .

Dodaj własny komentarz: