piątek, 22.08.2008, 00:41:21

Mniej książków, więcej piwa!

Takie coś zagościło u mnie na dyżurnej torbie, z którą wszędzie chodzę:

Przypinka dołączyła do innej, którą mam już od jesieni zeszłego roku:

A w całości wygląda to mniej więcej tak:

piątek, 22.08.2008, 00:23:22

Nowe zasady…

…dotyczące kar za przetrzymywanie książek wprowadza Marshall Public Library w mieście Pocatello w amerykańskim stanie Idaho. Strach się bać:

Via Unshelved. Można sobie w ichnim sklepie taką kurtkę kupić. Fajna rzecz :-)

wtorek, 19.08.2008, 23:40:04

Krzesło wierne jak pies

Kolejny wpis z gatunku “okołobiblioteczne ciekawostki”. Tym razem luźniej związany z książkami, bardziej z wyposażeniem biblioteki. Trafiłem jakiś czas temu na stronach Polskiego Radia na bardzo ciekawy artykuł o… fotelu. A właściwie o pufie. Siedzisko jest jednak bardzo specyficzne. Gdy go umieścić w bibliotece i zaprogramować, to po przejechaniu po nim specjalną kartą (może być biblioteczna, musi posiadać chip RFID), pufa podąża za czytelnikiem jak piesek.

Dzieło holenderskiego projektanta nazywa się “Take-a-seat” i zostało stworzone jako projekt dyplomowy w Design Academy Eindhoven. Zaprojektowane jest specjalnie dla bibliotek, działa już w bibliotece Openbare Bibliotheek Eindhoven. Wygląda to mniej więcej tak:

Ciekawy jest pomysł ze zbiorczym przesuwaniem fotelików. Bibliotekarz, mając specjalną kartę może “rozkazywać” całej grupie siedzisk i w prosty sposób przygotować miejsce na jakąś imprezę, np. na spotkanie autorskie.

Jak dla mnie to bardzo fajny gadżet, ale wątpię, czy przyjmie jakoś szerzej. Może gdzieś poza Polską, u nas ewentualnie w jakiejś dużej bibliotece, która dopiero się buduje. Podejrzewam, że jest to horrendalnie drogie. A poza tym biblioteki korzystające z technologii RFID można u nas policzyć na palcach. Jeśli ją wprowadzać, to kompleksowo, przede wszystkim do obsługi czytelnika i księgozbioru, a dopiero potem robić wodotryski takie jak podążające za czytelnikiem pufy.

środa, 13.08.2008, 14:23:45

Trzeba czytać jak najmniej książek!

Kto takie herezje? Krzysztof Zanussi. Przedstawiać chyba nie trzeba. W sobotnio-niedzielnej Gazecie Wyborczej sprzed ponad miesiąca, dokładnie z 28-29 czerwca, był duży wywiad z Zanussim, zatytułowany “Czytam tylko arcydzieła”. Bardzo ciekawy jest fragment o kulturze masowej, a w zasadzie o tym, jak bardzo Zanussi jej nie lubi. Pozwolę sobie zacytować fragment.

***

I naprawdę uważa pan, że w dzisiejszych czasach da się ignorować kulturę masową?

Zapewniam, że się da. Jestem za stary, by tracić czas na paskudztwa. Zdaję sobie jednak sprawę, że świat seriali jest dla wielu ludzi jakimś wtajemniczeniem, więc nie mogę nim pogardzać. Mnie on jednak nie dotyczy. Sztuka popularna istniała zawsze, lecz można ją było lekceważyć, bo nie stała za nią siła nabywcza. Pisano, malowano, komponowano dla tych, którzy mogli zapłacić. Haydn i Mozart mogli pisać muzykę dla 60 osób, bo tyle - w porywach - mieściło się w salonie. W tamtych czasach pani Dorota [Doda, ma grać w filmie Zanussiego - przyp. mój] byłaby ubożuchną dziewczyną, bo przychody ze śpiewania dla mas były znacznie mniejsze od przychodów ze śpiewania dla elit. Ale to było dawno. Dzisiaj piramida społeczna i struktura dochodów wygląda zupełnie inaczej, a co za tym idzie - inaczej wyglada pejzaż kultury.

Czesław Miłosz uwielbiał “Złotopolskich” i czegoś się z nich o Polsce dowiadywał. Pan naprawdę uważa, że niczego się o nas z kultury masowej nie dowiemy?

Niczego mądrego. Jaki węzeł dramatyczny, jaka prawda o życiu może się objawić w dwieście trzecim odcinku mydlanej opery? Ta sama pewnie, co w odcinku sześćdziesiątym drugim. Czyli żadna. Chętnie głoszę niemodne dziś hasła arystokratyzmu dicha i z upodobaniem radzę młodzieży podczas spotkań w szkołach: Słuchajcie, trzeba czytać jak najmniej książek! Ja za dużo czytałem i dlatego jestem dziś nieco ślepawy. Czytać trzeba tylko arcydzieła, już nawet dobrych książek czytać nie warto, zostawcie to innym. Jak się potwierdzi, że to arcydzieło, dopiero wtedy je przeczytajcie. Oczywiście są ludzie, którym smakują kicze i którzy znajdują radość w obcowaniu z rzeczą szkaradną, ale trzeba by się zastanowić, co dzieje się z duszą takiego człowieka. Skutki uboczne są bowiem adekwatne.

***

Idea czytania tylko arcydzieł jest dość ciekawa, cały ten pogląd jest odważny i do Zanussiego pasuje. Ale to raczej nie jest dla mnie. Klasykę czytuję i zdarza mi się obejrzeć jakiś ambitny film, ale mnie smakują kicze i znajduję radość w obcowaniu z rzeczą szkaradną :-) Fakt, “Złotopolskich” ani “Klanu” nie oglądam, ale jakimś ciekawszym serialem od czasu do czasu nie pogardzę. Czytam fantastykę, komiksy i ogladam hollywoodzkie filmy. I o własną duszę się chyba nie będę martwił, nie mam jeszcze ochoty biegać po mieście z siekierą i atakować niewinnych ludzi, co raczej dobrze o mnie świadczy.

niedziela, 10.08.2008, 22:50:22

Normy biblioteczne

Wakacje u mnie w bibliotece Pałacu Młodzieży to zazwyczaj okres porządków, remontów i przemeblowań. Nie inaczej było w tym roku. Odmalowano nam czytelnię czasopism, czytelnię naukową, informatorium i nasze zaplecze.

Przy okazji malowania tego ostatniego zrobiliśmy solidne porządki w naszych papierach. Pośród sterty nieaktualnych pism i innych niepotrzebnych papierzysk trafiliśmy na perełkę: “Wskaźnik czasu pracy w publicznych bibliotekach powszechnych” - Załącznik do pisma Ministerstwa Kultury i Sztuki z dnia 13 lipca 1965 r. Wygląda to tak:

(powiększona wersja po kliknięciu)

Coś pięknego. Ubaw mieliśmy niezły podczas czytania tego. No i nie mogłem tego tutaj nie opublikować :-)

« Poprzednie wpisy